piątek, 2 grudnia 2022

Harcerski hereticon 4 – Czemu ZHP ma popsute stopnie i jak je naprawić?

 


 

Czuwaj!

 

    Od dłuższego czasu szukałem możliwości podesłania moich uwag odnośnie do Systemu Instrumentów Metodycznych ZHP – niedawno natrafiłem, na stronie ZHP, na link do formularza, który to umożliwia: https://zhp.pl/sim. Moje uwagi przerosły jednak objętością dopuszczalną przez formularz ilość znaków. Zdecydowałem się zatem przesłać je, jako osobny artykuł, do którego link z uwagami prześlę w formularzu – zapraszam zatem do lektury i Czytelników mojego bloga 😊 ! Wbrew tytułowi, będzie też troszkę o sprawnościach.

 

Piszę do Was z głęboką nadzieją, że zostanie to odebrane jako konstruktywna krytyka. Najpierw opowiem o tym, co wg mnie być powinno i może byłoby do wprowadzenia w bardziej długofalowej perspektywie, następnie o tym, co da się zrobić sprawniej ;) !

 

Do ZHP wstąpiłem w 2004 roku - rok po wprowadzeniu w ZHP harcerstwa starszego pomiędzy pion harcerski, a wędrowniczy[1]. Wcześniej pojęcie "harcerstwo starsze" było tożsame ze słowem "starszyzna" i nie było stopnia odkrywcy/pionierki - spotkałem się zatem z osobami, które, jeszcze w ZHP, nie zdobywały tego stopnia, bo miały otwarte po wywiadowcy/tropicielce od razu ćwika/samarytankę. Np. ZHR[2] nigdy, mimo wprowadzenia gimnazjów, nie zrezygnował z tego systemu, a tymczasem gimnazja zdążyły powstać, zniknąć, a ZHP, zamiast powrócić do tego, co dobrze się sprawdzało, łata gorzej działającą zmianę - czyli, używając porównania informatycznego - są kolejne patche do systemu, gdy potrzebny jest reboot do poprzedniej wersji. Dlaczego jestem przekonany, że system 5 stopniowy sprawdzał się lepiej? Zaprezentuję poniżej parę argumentów:

 

Naturalność, czyli jeden z elementów Ręki Metody - w rozwoju młodego człowieka jest kilka momentów, które warto powiązać ze stopniami harcerskimi - przychodząc do drużyny, odbywa próbę na harcerza, składa Przyrzeczenie Harcerskie i zdobywa stopień młodzika (próbę na harcerza powiązałbym od razu z próbą na młodzika, podobnie jak jest tradycyjnie np. w ZHR, ale rozwiązanie nowego SIM ZHP, mówiące o jak najkrótszej próbie na harcerza, jest też niezłe - dzięki temu ukróci się, oby, patologiczne w niektórych środowiskach ZHP, przyznawanie Krzyża Harcerskiego "za zasługi" - nawet po kilku latach (!)). Następnie, odbywa próbę na stopień wywiadowcy i ćwika - to dwa konkretne etapy, gdy ćwik ma być już technicznym wygą. Potem stopnie dorosłe - HO i HR.

 

Obecnie wygląda to tak, że stopień odkrywcy/pionierki i pion starszoharcerski de facto opóźniają zmaganie z najtrudniejszymi próbami - ćwika, HO i HR. Sam, przed laty, mając bardzo wymagającą próbę na stopień odkrywcy, de facto zdobywałem od razu HO w wieku wędrowniczym, bo poziom ćwika osiągnąłem stopniem odkrywcy i wiekowo zazwyczaj tak to wychodzi - tutaj na wielki plus to, że umieszczono w nowym SIM zapisy o orientacyjnych widełkach wiekowych, i że można wcześniej - daje to ważną swobodę drużynowemu. Chociaż ja, jako drużynowy w ZHP, po prostu musiałbym wybierać część wymagań z odkrywcy / pionierki i doklejać je do łączonych prób ćwika / samarytanki, żeby uzyskać prawidłowe efekty metodyczne.

 

Kolejnym problemem jest może nie tyle sama obniżka górnej granicy wieku wędrowniczego z 25 do 21 lat, ile raczej nierealizowanie stopni HO i HR również w wieku 21 +. Miałem okazję przez kilka kadencji prowadzić Kapitułę Stopni Wędrowniczych w kręgu akademickim ZHP i mam porównanie pracy przed obniżką i po - z dnia na dzień zostały nam odebrane instrumenty do pracy ze starszyzną. Dodatkowo, w tej chwili stopień HR jest w ZHP praktycznie nie zdobywany, nawet HO już nie tak często - dlaczego? Bo ludzie muszą robić wyścig ze stopniami, żeby zdążyć przed 21 +, zamiast po prostu skupić się na mniejszej ilości dobrze sformułowanych prób. Dodatkowo, problemem jest zapis o „posiadaniu wiedzy i umiejętności na poziomie stopnia HO" w próbie pwd., zamiast po prostu wymagania posiadania tego stopnia. Tak samo powinno być z posiadaniem stopnia HR i phm. - dlaczego? Bo, znów odwołując się do Ręki Metody: wymagając od naszych harcerzy zdobywania stopni, by w pełni oddziaływać przez przykład osobisty instruktora, musimy zdobyć to, czego wymagamy od nich, a poza tym sami powinniśmy mieć możliwość harmonijnego rozwoju i zdobycia wszystkich harcerskich stopni, nie tylko instruktorskich, niezależnie od wieku. Traktując HO i HR, jako stopnie jedynie wędrownicze, degradujemy je. W dodatku nie powiązując próby na phm. z próbą na HR, dodatkowo sprawiamy, że coraz mniej osób zdobywa ten stopień. I mówię to, jako HR ze stopniem, zdobytym w ZHP jeszcze w liceum, więc nie chodzi tu o względy osobiste, a o metodyczne. Moją propozycją jest zatem opracowanie wymagań stopni HO i HR również dla zdobywania dla starszyzny harcerskiej – 21 +, a najlepiej również powiązanie ich ze zdobywaniem stopni instruktorskich. W praktyce wyglądałoby to tak, że otwierając próbę na HO lub HR przed 21 urodzinami, realizujemy ją wg obecnych wymagań wędrowniczych dla nowego SIM, a po 21 urodzinach – wg wymagań dla starszyzny, które należałoby opracować. Zatem również ktoś, kto wstępowałby do ZHP w wieku 21+, chcąc zostać instruktorem, realizowałby zarówno próbę na HO wg wymagań starszyzny, jak i na pwd.

Tak wiele mówi się obecnie w harcerstwie o braku narzędzi, oprócz stopni instruktorskich, w pracy i rekrutacji dorosłej kadry – dajmy im zatem możliwość pełnego rozwoju Metodą Harcerską – w wymiarze osobowym – stopnie HO i HR – tradycyjne stopnie dorosłe w harcerstwie i – w wymiarze metodycznym i instruktorskim – poprzez stopnie instruktorskie. Jestem również przeciwny zakazywaniu osobom 21 + zdobywania najtrudniejszych sprawności – jeśli ktoś jest specem, dajmy na to, od rozpalania ognia, niech daje przykład młodszym, nosząc na ramieniu ogniową sprawność czterogwiazdkową – i tak dalej. Wiadomo, że w tym wieku podstawą są uprawnienia państwowe i specjalistyczne, ale, w starym systemie sprawności, dobre było powiązanie ich z automatycznym przyznaniem danych najtrudniejszych sprawności – niech będzie tak i teraz! Lepszym przykładem dla młodszych do zdobywania sprawności jest w końcu dorosły z pełnym ich rękawem, szczególnie tych najtrudniejszych, niż bez nich. Choć, zgodnie z obecnym SIM ZHP, przyznaję oczywiście, że warto potwierdzać te uprawnienia, obok sprawności, również specjalistycznymi odznakami - tutaj ważny głos z ZHR od śp. dh. Kuby Górniaka: https://azymut.zhr.pl/2021/09/22/co-jest-nie-tak-z-wedrownictwem/. Podobnie wygląda to zresztą u wędrowników i przewodniczek w SHK "Zawisza" FSE. Kolejna inspiracja z ZHR, odnośnie do systemu sprawności, tutaj: https://youtu.be/a2qxEjfXviQ. I niech się dzieje!

Warto by również podyskutować nad tym, czy w harcerstwie nie tylko w ZHP w ogóle potrzebny jest nam stopień instruktorski przewodnika i nie wystarczyłyby, tak jak dawniej w Polsce i wciąż w wielu skautingach za granicą, jedynie podharcmistrz (assistant scoutmaster) i harcmistrz (scoutmaster). Ale to już temat na inne rozważanie...

 

 

Z Błękitnym Niebem!

phm. Piotr Pojnar – „Wytrwały Ślimak"



[1] Dociekliwego Czytelnika odsyłam do archiwalnego artykułu z czasów tej zmiany:

 

http://www.hr.bci.pl/articles.php?article_id=7&fbclid=IwAR034qvKp12jjf1jfAlIol6u8RRlGMPPeN1NXW8MLmnWUZhlRnCIpxIeweU

 

[2] W niniejszym tekście podaję głównie przykłady z ZHR, jako drugiej, po ZHP, największej organizacji harcerskiej w Polsce, ale podobne rozwiązania można znaleźć też w systemie KIHAM, jak i w wielu innych organizacjach harcerskich, zarówno w Polsce, jak i polonijnych.

środa, 18 maja 2022

Harcerski hereticon 3 – „Ex abstinentiam nulla harcerstwo”, czyli harcerski dogmat o abstynencji

 

 

Czuwajcie!


    Trzy dni temu na łamach czasopisma "Azymut ZHR", w tym poście: https://www.facebook.com/azymut.pismo/posts/1148509459265729 został zamieszczony następujący cytat z książki hm. Marka Gajdzińskiego "Harcerski System Wychowania":

 

 




 Ze strony zawartej w Metodzie Skautowej zasady pozytywności w pełni się pod tym podpisuję. Jak jednak pogodzić to z wpisaną w Prawie Harcerskim, a akcentowaną szczególnie przez ZHR, abstynencją? Zadawszy to pytanie, dostałem odpowiedź z dalszą częścią cytatu z Dh. Marka, którą zamieszcza poniżej:


Wróćmy teraz do zakazów zawartych w dziesiątym punkcie Prawa Harcerskiego. Bez wątpienia jest to pewnego rodzaju, metodyczna niekonsekwencja w odniesieniu do pozytywnego charakteru naszych oddziaływań wychowawczych. Jednak ma swoje głębokie uzasadnienie. Dzięki niej harcerstwo stawia swoim członkom pewien wyrazisty warunek uczestnictwa w ruchu. Abstynencja jest czytelnym wyznacznikiem tego, czy ktoś chce być harcerzem czy nie. Jest jasno zarysowaną linią graniczna, poza którą nie ma już harcerstwa. Zauważmy, że jest to warunek bardzo łatwy do spełnienia, zwłaszcza dla chłopców. Nieco trudniejszy dla dorosłych instruktorów, ale przecież bez pokonywania trudności nie ma wychowania.

 

Pod postem wywiązała się też nieco szersza dyskusja, jakże często już w polskim harcerstwie toczona. Chciałem napisać po prostu nieco obszerniejszą polemikę w komentarzu, a skończyło się na felietonie - zatem graj muzyko 😎 !

 

Toczyłem tę dyskusję już setki razy, najpierw jako członek ZHP, gdy jeszcze było abstynenckie. Przypomnę, że obecnie w ZHP jest, nazwijmy to, "abstynencja Schrödingera", czyli abstynencja jednocześnie nie jest (miażdżąca przewaga głosów Zjazdu ZHP z 2017 roku, czyli kilka miesięcy po moim przejściu do ZHR), jak i jest (późniejszy komentarz do Prawa Harcerskiego, autorstwa Rady Naczelnej ZHP, niejako siłowo próbujący anulować postanowienie Zjazdu). De facto jednak uważam, że decydujący dla ZHP był znoszący abstynencję głos Zjazdu, jako najwyższej władzy w Związku. Czyli z jednej strony mamy już nie abstynenckie ZHP, z częścią środowisk, nie uznających tej zmiany i nadal stosujących stare Prawo Harcerskie, a z drugiej, nadal całkowicie tradycyjnie abstynencki ZHR, jako bodajże ostatnią ogólnopolską, abstynencką organizację harcerską (są oczywiście jeszcze mniejsze, lokalne organizacje harcerskie, które nadal są abstynenckie, jak choćby Stowarzyszenie Harcerskie czy „Leśna Szkółka”, która Prawo Harcerskie poszerzyła nawet o wpisanie wyraźnie nakazu abstynencji od narkotyków). Z kolei ZHP poza granicami Kraju zniosło abstynencję w Prawie Harcerskim, o ile dobrze pamiętam, już w 1947 roku. Zresztą, zniesienie abstynencji w ZHP przewidziałem już podczas pisania mojej pracy licencjackiej o tematyce harcersko – skautowej i badania w roku akademickim 2014/2015. Już w tamtym czasie postrzeganie tej kwestii w poszczególnych organizacjach harcerskich było inne, więc zmiana formalna była tylko kwestią czasu.

 

Dziękuję Azymutowi za dodanie kontekstu do cytatu. Faktycznie, abstynencja wpisana wyraźnie w Prawie Harcerskim, to, jak pisze Autor tekstu, „pewnego rodzaju, metodyczna niekonsekwencja”, względem Metody Skautowej. Celowo napisałem pierwszy z moich komentarzy pod Waszym wpisem, również dlatego, że uważam, że takie cytaty muszą być zamieszczane w kontekście, choćby można go zamieścić w opisie posta do ramki ze zdjęciem. Mam nadzieję, że zadziała to, jako konstruktywna krytyka i w przyszłości potrzebny kontekst będzie zamieszczany, jeśli nie ma miejsca w grafice, to bezpośrednio w opisie posta 😊 . Inaczej wypacza się sens całej wypowiedzi Autora tekstu źródłowego.

 

Dla mnie jako skautowego konserwatysty, ten jeden argument wystarczyłby do podważenia zasadności abstynencji w harcerstwie. Metoda Skautowa winna być stosowana całościowo i skauting nie powinien pozwalać na żadne, jak to określił Autor, „metodyczne niekonsekwencje”. Baden-Powell pisał w „Scouting for Boys” po prostu: „scout is not a fool” i odradzał korzystanie z używek. Przy tym apelował jednak bezpośrednio do zdrowego rozsądku chłopców, nie zakazywał tego wyraźnie w Prawie Skautowym – nie bez przyczyny. Tego rodzaju niekonsekwencja względem Metody Skautowej niesie ze sobą parę zagrożeń – po pierwsze, efekt Zakazanego Owocu – nawet nasi podopieczni mogą sięgać po używki częściej, z czystej przekory. Poza tym, będą chcieli powetować sobie ten zakaz z nawiązką, po odejściu z ZHR – już kilkukrotnie spotkałem się ze stwierdzeniem, że „byli ZHRowcy piją najwięcej” lub, pozostając w ZHR, jako dorośli, sięgną po używki nie wymienione w Prawie Harcerskiem, jak np. zażywanie tytoniu w formie tabaki (bo to nie palenie) lub palenie e-papierosów (bo to owszem, palenie, ale nie tytoniu) – oba te przykłady pochodzą z ZHR. Jak bardzo byśmy Prawo Harcerskie poszerzali, zawsze znajdzie się używka, którą ktoś sobie obejdzie. Dlaczego? Bo taką przekorę powoduje zakaz, niezgodny z Metodą Skautową. Moim zdaniem jako ZHR, osiągamy tutaj efekt przeciwny od zamierzonego, co jest właśnie konsekwencją niestosowania Metody Skautowej w tym jednym aspekcie. Z drugiej strony, mamy choćby przykład „Zawiszy” – Skautów Europy, którzy nie są abstynentami, a myślę, że nikt z nas nie pokusiłby się o stwierdzenie, że osiągają gorsze efekty wychowawcze. Kolejnym negatywnym aspektem jest tu postrzeganie instruktorów i instruktorek ZHR, czyli chrześcijan, jako niespójnych, przez harcerzy i skautów, chrześcijanami nie będących, jak i lęk wśród części podopiecznych – katolicy i prawosławni, wyznający doktrynę o transsubstancjacji, jak i część ewangelików, wyznający doktrynę o konsubstancjacji, w tym luteranie, zgodnie stwierdzą, że choć podczas przeistoczenia zmienia się istota i chleb i wino zmienia się prawdziwie w Ciało i Krew Chrystusa, to przymioty tych Darów, w tym działanie alkoholu, pozostają te same. Nie wiem, czy spotkaliście się z zalęknionym pytaniem młodej harcerki, czy jako harcerka, może przyjmować Komunię pod dwoma postaciami, ale uwierzcie mi – takie pytania się zdarzają. W liturgii bizantyjsko – słowiańskiej i wielu innych rytach Komunia jest udzielana wyłącznie w ten sposób. Jako instruktorzy ZHR, czyli, przynajmniej wg Statutu, wyłącznie chrześcijanie, doskonale rozumiemy to rozróżnienie. Tyle że skautami są członkowie wielu różnych religii, jak również ateiści i agnostycy. Jak zatem odbierze to dziecko, niewierzące, a dopiero poszukujące, które przystąpi do ZHR? Właśnie jako niespójność. Jak odbierze to instruktor harcerski lub skautowy spoza ZHR – agnostyk, ateista, żyd, muzułmanin, hinduista, buddysta, etc.? Również jako niespójność.

 

Wracając do samej dyskusji – jak mówiłem, toczyłem ją już setki razy i zazwyczaj komentarze są podobne, często niestety pokazujące, na jak niskim, niestety, poziomie erystycznym stoimy czasem, jako harcerze i harcerki. Znów pojawiła się równia pochyła, argumentacja ad extremum i ad hominem. Stosowane są często kalki pojęciowe na zasadzie – „członek ZHP – lewak pijak”, „członek ZHR – prawak – abstynent”. Tymczasem rzeczywistość jest o wiele bogatsza i bardziej skomplikowana. Ja zaś, jak zwykle, odniosę się do argumentacji pozamerytorycznej tą samą wypowiedzią. Obecnie jestem harcerzem ZHR, będącym przeciwnikiem abstynencji, wpisanej w Prawie Harcerskim. Co oczywiście NIE ZNACZY, że tej zasady nie przestrzegam, albo, że czuję się, jak to zaznaczył jeden z uczestników dyskusji częścią społeczeństwa, które jest „tak bardzo rozpite, że nie wyobraża sobie, że nie można nie pić i biernie bądź aktywnie wywiera presję na abstynentów”. Moim założeniem jest jedynie dbałość o pełną spójność polskiego Prawa Harcerskiego z Metodą Skautową. I tyle. Nie ma tu żadnych ukrytych motywów. Tym bardziej, że w ciągu moich osiemnastu już lat, spędzonych w harcerstwie, miałem parę miesięcy, gdy, jak to się mówi w ZHR, „nie byłem harcerzem”. Nadal alkohol nie był dla mnie żadną wartością, po którą warto byłoby mi sięgnąć - w ślad za Baden-Powellem, nie uważałem tego po prostu za pożyteczne, bo „scout is not a fool”, a nie, bo mam jakiś zakaz w Prawie. Za granicą mówi się „Once a scout - always a scout” i to kolejny punkt. Poprawnie skonstruowane Prawo Skautowe nie doprowadziłoby w ogóle do takiej konstrukcji, jak „były harcerz”, która jest stosowana właśnie ze względu na abstynencję. A moje poglądy polityczne określiłbym raczej jako konserwatywne, choć i one przecież również nie występują w pakietach – tyle że poglądy miałem takie same jeszcze będąc członkiem ZHP, tym bardziej, że często w ZHR nie zauważa się tradycyjnych środowisk harcerskich poza ZHR, jak właśnie moje, które działa przy parafii oo. Kapucynów.

 

 


 

 

W kolejnej części chciałbym odnieść się jeszcze do jednego fragmentu przytoczonej wypowiedzi Dh. Marka: „Abstynencja jest czytelnym wyznacznikiem tego, czy ktoś chce być harcerzem czy nie. Jest jasno zarysowaną linią graniczna, poza którą nie ma już harcerstwa”. Otóż nie, nie jest. To linia graniczna przynależności do ZHR, nie do harcerstwa. Autor nawet nie próbuje obronić tej tezy, tylko przyjmuje ją za pewnik. Celowo nie użyłem w moim pierwszym komentarzu wyrażenia „dogmat o abstynencji”. Założyłem, że najprawdopodobniej wypłynie ono w trakcie dyskusji i nie zawiodłem się. „Jest jasno zarysowaną linią graniczna, poza którą nie ma już harcerstwa”. „Ex Ecclesiam nulla salus” - „Ex abstinentiam nulla harcerstwo”. Tak właśnie konstruuje się dogmaty. O których nie wolno dyskutować, bo „to niedobra jest”, a o których dyskusje działają często na zasadzie „Dobrze, a teraz podyskutujmy, czemu abstynencja w harcerstwie jest dobra, a używki są złe”. To takie wygodne.

 

Podsumowując, jak wg mnie jako kadra ZHR, powinniśmy pracować z abstynencją? Na pewno nie demonizować alkoholu – tłumaczyć podopiecznym, że można spożywać go w życiu dorosłym z umiarem, np. toast na weselu, lampka dobrego wina z okazji rocznicy ślubu, etc. i nie musi to być złe, ale że, mimo to, my jesteśmy abstynentami, bo z tym wiąże się przynależność do ZHR. Pokazać korzyści, wynikające z niekorzystania z używek, na zasadzie racjonalnej, jak Baden-Powell, ale nie akcentując przede wszystkim zakazu, a dobre strony takiej postawy. Jednocześnie, nie możemy czynić z abstynencji w harcerstwie dogmatu i warunku bycia częścią ruchu harcerskiego w ogóle, jak i powinniśmy móc swobodnie i merytorycznie na ten temat dyskutować.

 

 

Czuwaj!

 

Z Błękitnym Niebem!


HR Piotr Pojnar – „Wytrwały Ślimak"